O wyciszeniu słowo na wtorek.

Mój kot, Ignacy (dla domowników Iga), często przesiaduje na parapecie. Czasami godzinę, czasami pół, czasami tylko chwilę. Kiedy mu się znudzi jedno, szuka następnego okna, gdzie ma nieco inną perspektywę. Nie wiem, co jest w widoku takiego interesującego – obraz za moim oknem jest mało dynamiczny, a kontrowersyjne sprawy (jak inny kocur w okolicy) zdarzają się w polu widzenia sporadycznie.

Kiedy zerkam na niego co jakiś czas, zdarza mi się myśleć, że sama nie byłabym w stanie tak tkwić i nic nie robić. Tylko czy on faktycznie się tylko leni? Kto wie, co w jego kocim łebku właśnie powstaje? Może egoiści ludzie uważają się za jedyne myślące stworzenia, a tak naprawdę jest inaczej? Niestety, nie ma jak zaprotestować. Więc siedzi i myśli.

Po przemyśleniu sprawy zaczęłam zazdrościć Ignacemu tej umiejętności wyłączenia się. Że potrafi patrzeć przed siebie, mieć w głębokim poważaniu otoczenie i osiągnąć kompletne zen (przydatne, kiedy ktoś z domowników zakłóca spokój i drapie po brzuchu). Niestety, człowiek jest zbyt niespokojną istotą, żeby w spokoju przemyśleć i poukładać własne życie. Kto by pomyślał, że prawd życiowych będzie mnie uczył właśnie Iga.