Jak zostać studentem idelanym w 10 krokach? Skuteczny antyporadnik.

Studiuję jakieś dwa miesiące, co zdecydowanie daje mi pełne prawo do mądrzenia się na ten temat. Chcesz być super-studentem a nie wiesz, jak to zrobić? Niżej uzyskasz odpowiedź na wszelkie nurtujące Cię pytania!

Krok 1. Ktoś powiedział Ci, że wykłady są dla słabych, na nieobowiązkowe rzeczy się nie chodzi? Bzdura! Bywaj jak najczęściej, najlepiej z laptopem i masą śmiesznych filmików. Przecież nie będziesz słuchać ględzenia prowadzącego, nie? Ewentualnie zrób małe party w piątym rzędzie. I nie zapomnij o tekstach z memów. Trzy powtarzane przez półtorej godziny w zupełności wystarczą!

Krok 2. To, że zajęcia są „obowiązkowe” to tylko sugestia. Nie musisz się do tego stosować.

Krok 3. Okienko. Idź w tym czasie na piwo. Albo dwa. Ewentualnie siedem.

Krok 4. Pamiętaj, że jesteś najważniejszą istotą na uczelni. Nawet rektor nie dorasta Ci do pięt. Jesteś przecież STUDENTEM.

Krok 5. Nie musisz pamiętać o tych śmiesznych literkach przed nazwiskami wykładowców. Połowie na nich nie zależy, a druga połowa popluje się o to, ale za chwilę przestanie. Przecież wiadomo, że oni te magistry, doktory i profesory obronili, bo pracę ściągnęli z Internetu. A za tym idzie następny krok…

Krok 6. Prac na studia nie pisz sam. NIGDY! Tylko głupi to robią. Po co masz się męczyć, lepiej idź na piwo albo jakieś party! Tyczy się to wszystkiego, od głupiego zadania po pracę dyplomową. (ewentualnie zleć komuś, odwdzięcz się piwem.)

Krok 7.Kolokwium? To jakaś nowa wódka w Biedronce?

Krok 8. Prowadzenie notatek jest wybitnie nudne, męczące i trzeba nosić ze sobą całą masę ciężkich rzeczy jak notes i długopis. Nie daj się zwariować! Znajdź kujona, od którego dwa dni przed sesją wysępisz, co konieczne.

Krok 9. Legitymację studencką mają tylko wybrani. Korzystaj z niej ile wlezie, nawet tam, gdzie się nie da.

Krok 10. Nie zapominaj, że studiowanie nie równa się nauce. Podręcznik nie zając, nie ucieknie!

Dziewczyno bez ogaru, weź się za się.

Jeszcze jest nie tak, jak powinno być. Czytam blogi, z których dowiaduję się jak studiować i po prostu Wam nie wierzę. Nie wierzę, że to jest takie fajne, proste i przyjemne! Że to się da przełknąć tak łatwo jak słodką herbatę. Nie wierzę.

W piątek minął mój pierwszy tydzień CAŁY tydzień zajęć. Nadal uwielbiam kierunek, który wybrałam i nie żałuję, że tam się znalazłam. Ciągle się jednak gubię. Nie mam „obcykanego” planu dojazdów, czytania tej masy tekstów i zastanawiam się, który student jest takim robotem, żeby nie tylko znaleźć na to czas, ale jeszcze zachować zdrowie psychiczne i życie towarzyskie na przyzwoitym poziomie.

Staram się zorganizować. Korzystam z akademickiego kalendarza, takiego prezentu ze strony Uczelni. Jego podstawowy plus jest taki, że zaznaczono mi czas zajęć, sesji i wakacji, bardzo przydatna sprawa! Brakuje mi w nim tylko miejsca na notatki z tyłu, ale nie jest to na tyle istotna rzecz, bym rzuciła nim w kąt. Dalej są luźne kartki i teczka z przekładkami. I niby jest dobrze… ale. Co jeszcze mogę usprawnić, żeby było lepiej?

Marzą mi się jesienne mini-wakacje nad morzem.

Enfermo, dziewczyno, ogarnij się.