W Twoim końcu mój początek.

Tak brzmiał tytuł pierwszej notki na tym blogu. 25 grudnia 2013 minął rok od zamieszczenia pierwszego tekstu tutaj.

Co więcej, dziś jest ten dzień, w którym chętnie podsumowuje się rok zakończony.

Nie był dla mnie zbyt łaskawy, jak to się przywykło mawiać.

Wiem, że większość fenomenalnych porażek jest winą tego, że bywam dość często leniwą bułą, a jak czegoś bardzo się chce, to powinno się do tego dążyć. Brakowało mi determinacji, szczególnie w działalności blogowej – więcej Was czytałam niż pisałam.

Z drugiej strony zrobiłam bardzo przełomowy krok w swoim życiu. Rzuciłam się niemalże na głęboką, nieznaną wodę i ruszyłam za marzeniami kreśląc to, co uważałam za cel przez jakąś 1/3 własnego życia.

Nie mam zamiaru teraz czekać, aż 14 w dacie przyniesie mi szczęście bądź nie. Jak skończę pisać tą notkę, wezmę mój kalendarz i na spokojnie spiszę plan działania. plan, nie postanowienia. Prawdopodobnie tylko na pierwszy kwartał roku, nikt nie broni przecież celebrować nowego początku i planowania „od nowa” 4 razy do roku, prawda? ;D

Swoją drogą, włączyłam dziś rano telewizję, jakiś kanał z muzyką, żeby coś po prostu grało w tle. To, co usłyszałam jest jedyne, co potraktowałam jako wróżbę. Albo bardziej polecenie…

Work, bi*ch.

A w tym momencie życzę Wam nietuczącej czekolady. Będzie łatwiej spełnić postanowienie/plan schudnięcia pogryzając taki rarytas. Wszystkiego dobrego!

Moje prywatne 7 grzechów głównych

Też tak macie, że pewne błędy popełniacie notorycznie? Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, co mnie regularnie rujnuje i odkopuje – więc powstała! Prywatna lista 7 grzechów głównych, obalająca ostatecznie mit, że fakt posiadania bloga czyni człowieka niezniszczalnym cyborgiem niczym Arnie w Terminatorze.

1. Przejmowanie się pierdołami

Moja wina, moja wina, moja BARDZO wielka wina. Największy z możliwych, najgorszy z całej siódemki. Dzięki tej pozycji (jak miło zrzucić ciężar na „coś z zewnątrz”, zupełnie jakby to nie była część mnie!) milczałam przez cały miesiąc. Dlaczego? Wydawało mi się, że teksty, które piszę są niewystarczająco dobre. Albo że temat jest tak oklepany, że już powiedziano na ten temat wszystko. Oczywiście, nie wpłynęło to tylko na życie blogowe. Głupi drobiazg jest mi w stanie zepsuć dzień. Pytanie, czy warto było.

2. Dokładanie „na zaś”*

*jakbyśmy to powiedzieli u nas, na Śląsku. W myśl zasady co można zrobić dzisiaj, zrób pojutrze i będziesz miał dwa dni wolnego. Znacie to?

3. Lekceważenie swoich potrzeb

Cokolwiek byśmy nie mówili, każdy ma jakieś potrzeby. Choćby miało to być oddanie czemuś mega-nieproduktywnemu. Mózg czasem potrzebuje odświeżenia – jak przy sushi, które lepiej smakuje, jak się je zagryzie marynowanym imbirem. Moim ostatnim chciejem jest kultura, ale nie rosyjska, potrzebna na studia. W planach mam książki Rafała Kosika (strzeż się, panie Kosik, jak mi przypadną do gustu, będę pierwsza pisać maile żądając skończenia następnej powieści dla dorosłych!) i film w kinie. Jak szaleć to szaleć.

4. Strach przed błędami

Jedna Ukraina z mojej grupy powiedziała mi kiedyś, że to przecież największy błąd, jaki może być. I ciężko jej odmówić racji. Mimo, że czasem łapię byka za rogi… równie często odpuszczam sobie, albo stosuję punkt drugi. Moja ambicja strasznie długo dochodzi do siebie po porażkach. Co nie zmienia faktu, że pewnie sporo okazji przeszło mi koło nosa, bo się bałam.

5. Jedzenie.

Za mało. Za dużo. Nieregularnie. Bez gwiazdki z dopiskiem „niepotrzebne skreślić”, bo wszystko jest niesamowicie prawdziwe. Kiedyś to się zemści…

6. Zamykanie się w domu

Mam tendencję do siedzenia w domu, olewanie imprez integracyjnych, melinowania się w pokoju z laptopem na kolanach i własnym świecie. Albo ograniczenie się do jednej, góra dwóch osób. Co najśmieszniejsze – często nic fajnego z tego mojego zamykania się nie wynika. Niech się stanie wóz lub przewóz: albo do ludzi albo do działania!

7. Zachowywanie się, jakby wszystko było OK

Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że ta pozycja zajmuje pierwsze miejsce ex aequo z punktem pierwszym.
 Złe, złe, bardzo złe…

Dlaczego o tym piszę? Nie bez powodu. To, co zapisane, nabiera mocy. A blog motywuje, żeby coś z tym zrobić – chociaż jesteśmy tylko ludźmi, chciałoby się to jedno życie przeżyć jak najlepiej.

Słowem – powracam. Ze zdwojoną siłą, nowymi pomysłami i klarownym planem, nad czym należy popracować.

A Wy? Macie swoją listę 7 grzechów głównych? A może jesteście jak młody i piękny Arnie? ;)