Szklany ekran wyżera mózgownicę!

Nie oglądam telewizji. Inaczej – robię to czasami. Rzadko. Mam w domu telewizor, ale zwykle nie ja go okupuję.

Zauważyłam jednak wśród znajomych i blogerów tendencję do bojkotu tego urządzonka. Z różnych powodów. Albo twierdzą, że stacje telewizyjne serwują nam ogłupiającą papkę (to w sumie po części prawda), że powtarzają te same rzeczy (no ok, to też prawda), albo nie mają telewizora w domu i im już go nie brakuje.

Nikt jednak nie wspomina o tym, że telewizji zdarza się serwować też wartościowe rzeczy: filmy dokumentalne, na które normalnie byśmy nie wpadli w oceanie internetów, filmy fabularne oglądane w zamian za dwa czy trzy bloki reklamowe w trakcie, teatr telewizji czy chociażby wiadomości. Albo jakiś ciekawy program.

Więc kiedy następnym razem prychniesz z pogardą na tych „bezmózgów przed pudłem” zastanów się, proszę, czy Twoja zmiana ekranu telewizora na ekran komputera jest tak ogromną zmianą na dobre. Szczególnie włączając kolejny filmik z serii „śmieszne koty”.