Kobiecość subiektywnie, po raz ostatni.

Dzisiejszym postem (z małym poślizgiem) kończę rozpoczęty cykl. Mam świadomość, że temat kobiecości jest tematem-rzeką, poruszanym przez wiele blogerek. Świadczy to o tym, że ciągle tej kobiecości szukamy, a czerwona szminka czy kilometrowe szpilki tego nie zapewnią. Mimo wszystko to jest dobra wiadomość, szukamy recepty i chcemy zmiany.

Fantastyczne teksty o kobiecości zamieszcza na swoim blogu Krufkowa, a także blogerki, które przedstawiały własne definicje kobiecego piękna.

Mam wrażenie, że ostatnim postem z serii Kobiecość subiektywnie nie odkryję Ameryki i nie porwę tłumów. W sumie, nie mam tego na celu. Tym postem chciałabym zaapelować do kobiet, bo jest jedna, najważniejsza rzecz, która jest piekielnie kobieca i każdy osobnik płci żeńskiej powinien ją posiadać. Jest to świadomość siebie.

 Nie uwierzę, no po prostu nie, jeśli którakolwiek z Was powie mi, że niczym się nie interesuje. Że słucha tego, co akurat leci w radio, filmy ogląda byle jakie, bez znaczenia o czym, a najchętniej nie robiłyby nic. Gdziekolwiek, bo miejsce też nie ma większego znaczenia. Nie przyjmuję też do wiadomości, że tylko dziecko. Bo przed pojawieniem się dziecka było jeszcze 18-20-30-40 lat życia bez szkraba. Więc?

Tak samo nie wierzę w brak istnienia wad/zalet* (niepotrzebne skreślić) u danej osoby. Każdy ma jakieś pozytywne cechy, tak samo i negatywne. Nie da się tego ukryć. Tylko trzeba je w sobie poznać. To samo tyczy się umiejętności. Co się umie robić, na jakim poziomie jest ta umiejętność i z jaką dozą przyjemności wiąże się jej wykonywanie. I to nie tylko po to, żeby nie zostać „zagiętym” na rozmowie kwalifikacyjnej :D

Maciek podsunął mi też ważną część składową poznania siebie. Lęki. To, co sprawia, że stajemy niczym słup soli i koniec, działać nie będziemy. To, co sprawia, że poduszka wieczorem wilgotnieje.

Dopiero wtedy, gdy znamy siebie, możemy mówić o pewności siebie. Samymi afirmacjami tego nie da się stworzyć. Kiedy wiemy, co jest w nas nie tak i mamy świadomość dobrych stron… jesteśmy w stanie odeprzeć każdy atak.

Zachęcam gorąco do małej auto-sesji terapeutycznej. Z kartką papieru, albo i bez, jak lubisz. Jeśli chcesz, porozmawiaj ze specjalistą. Poznaj siebie, bo trochę dziwne żyć od narodzin jako ktoś, kogo się do końca nie zna, prawda? :)

Kobiecość subiektywnie. Fitness

Chyba nie ma bardziej kobiecego sportu niż fitness! Skakanie do muzyki, kolorowe ciuchy, dodatki i cedzone przez zęby „jasne, idiotko, że skończę ten workout!” do skaczącej blondyny na filmiku. Wiadomo, nawet hasło „ćwiczę z Ewką” wzbudza pokłady zazdrości i falę obietnic, że od dzisiaj, to ja też będę.  Ha, nie tylko będę, ale i będę lepiej! (wiecie, o co mi chodzi :D). A jak już się ćwiczyyyy… to kompletnie inny kosmos. Żadnej masy, porządna rzeźba, zdrowe koktajle i kawał internetu zagrzewający się nawzajem do ćwiczeń.

A tak bardziej na poważnie, to fitness jest bardzo przyjemną formą ruchu. Nie dziwi mnie, że jest tak popularny. Nie wymaga biegania, do czego nie wszyscy się przekonali do tej pory. Można go uprawiać w grupie, można samemu. Można z książką albo z filmikiem… można dokładnie tak, jak się lubi. I jednocześnie pomaga zrzucić kilka kilo. (a w nagrodę z czystym sumieniem można się zaspokoić czekoladą! same plusy :D)

Cieszę się, że fitness stał się popularny. Że zaczynając od jednego filmiku babki, którą się widziało w programie śniadaniowym, kobiety zmieniają swoje życie na zdrowsze. Uważają na to co piją i to, czym zasilają organizm. Po prostu zaczynają o swój organizm porządnie dbać. Bo zdrowy organizm, to silniejsza women’s power!

Follow my blog with Bloglovin