Godzina piąta, minut cztery…

Mieszkanie w małej miejscowości ma swoje plusy. Blisko do przyrody, do czego szczególnie ciągnie „miastowych” – nowych domów przybywa, jak grzybów po deszczu, albo śniegu za oknem tej wiosny.

Cisza, spokój, swojskość, dobrze znani sąsiedzi… wymieniać mogę w nieskończoność. Jedyna rzecz, która mi przeszkadza, to odległości. Przy poruszaniu się komunikacją miejską jest to pewien problem. Szczególnie teraz, przy śnieżnych dniach (ach, te spóźnienia!) i bardzo aktywnym okresie, gdzie wszędzie trzeba być wcześnie i wszystko pozałatwiać.

Dzisiaj dzień zaczęłam, tak jak w tytule, o godzinie 5:04. Po to, żeby móc spokojnie zjeść porządne śniadanie (podstawa dnia!), ogarnąć się i dotransportować się na przystanek przed godziną 6:00. Zawsze, kiedy zdarza mi się wstawać o tak szatańskich porach, nie myślę. Mogłabym. (to łóżko takie ciepłe woda pod prysznicem taka przyjemna wcale nie muszę tam jechać nic się przecież nie stanie a i tak pewnie autobus nie przyjedzie). Tylko… po co? Sprawdza się metoda: zrób to. Po prostu to zrób.

Najgorsze, co można zrobić to demonizowanie i robienie z siebie męczennika.

Kiedy wychodzę na mróz, w słuchawkach pulsuje energetyzujący rytm muzyki. Dzień zaczyna się o wiele lepiej, a ja jestem wtedy prawdziwą kobietą sukcesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>